MENU




TURNIEJE

 



XIX Turniej Jednego Wiersza im. Rafała Wojaczka

W środę 25 listopada 2009 we Wrocławiu w Klubokawiarni Mleczarnia odbył się XIX Turniej Jednego Wiersza im. Rafała Wojaczka. W puli nagród znajdowało się 1250 złotych, w konkursie wzięło udział 24 młodych poetów, którym kibicowało ponad sto zgromadzonych na sali osób. Laureatem pierwszej nagrody konkursu (500 zł) został Tomasz Kościelniak, autor wiersza „Zimą mamy łóżka twarde jak diament”, ponadto nagrodzono trójkę poetów – Mirosława Marcola i Szymona Stoczka, którzy zdobyli dwie równorzędne drugie nagrody (300 zł) oraz Jadwigę Skowron, która zdobyła trzecią nagrodę(150 zł).

Turniej sędziowało jury w składzie: Karol Maliszewski (przewodniczący), Jacek Bierut, Leszek Budrewicz. Przed turniejem odbył się 1021 Czwartek Literacki. Poeci Adam Tadeusz Bąkowski i Krzysztof Chara prezentowali swoje tomiki, wydane w ramach serii wydawniczej SPP Oddziału we Wrocławiu „Z kołatką” – „Ziemia pod stopami” i „paciorki”. Imprezę prowadzili Andrzej Goworski i Jacek Inglot.

Poniżej nagrodzone na turnieju teksty oraz rejestracje WIDEO, zrealizowane w ramach Multimedialnego Archiwum Literatury Wrocławskiej.



Tomasz Kościelniak

ZIMĄ MAMY ŁÓŻKO TWARDE JAK DIAMENT

Płonie surowe mięso, kości są literami.
Tak tworzymy język, drabinę łodyżek;
Kto powie więcej? Kto napisze bajkę?
Słowo jest policzalne, przeciwzapalne,

jak burza zatrzymana w wiklinowym koszu.
Leży się dzisiaj zbyt szybko, zachłannie,
więc gnijmy prędzej, bo nas znajdą, złupią,
zostawią. I będziemy jak kwas, nie ten język.

Metalicznie pachnie wtedy miasto,
wgniata w źrenice każde zagłębienie;
tu lawenda, tu popiół, tu olejek na skórze.

To nieustanny ruch, przeczekajmy
do miękkich wiosennych rzeczy,
łodyżek, toksyn, świecących twardych łączeń.


Mirosław Marcol

TO NIE LUDZIE POWINNI BAĆ SIĘ BOGA, TYLKO BÓG LUDZI

Ciągle tyle niewiadomych, a on bez słowa
uciszył hymn i zgasił krzywe świece.
Zbudził do życia płaszcze i reklamówki.
Szukałem ofiary, ofiara skończona.

Spaliły się kolory nad wiśniowym sadem.
Kwaśne światło miesza się z uroczym
żądłem na języku. Śnieg sypie na oślep.
Niewinne jezioro zamarza sposobem,

a suche stopy zostały na brzegu.
Całuję ręce ziemi, tej ziemi.


Szymon Stoczek

PODRĘCZNIK ZANIKANIA

Musisz żyć ostatni. Tej zimy nie będzie cukierków.
Szykuj się na post nędzarzu. Opowiadaj nam jeszcze,
nie zaczynaj, kontynuuj. Nadajemy komunikat/
nadajemy noc polarną/ przebisniegi dla dziewcząt w ciąży/

Jak to się stało, zapytasz. Padały domy,
a my ustawialiśmy palisadę, ramię przy ramieniu,
a z nieba wychodziły druty, a w ziemię wrastały lustra,
a Ania miała wtedy okres przejściowy i powoli stawało się
jasne, że jeśli będzie na „nie” to na pewno ktoś powie „tak”
i skończy się na podziemnych parkingach; na trzech
mędrcach z pałkami. Rozdajemy cukierki/
rozdajemy luki brwiowe/ wodę kolońską dla mężczyzn/

Proś, błagaj o litość stuwatowe żarówki nędzarzu,
aby było jak dawniej bezwiednie, bezdzietnie. Namiętnie
jak w tamtą noc przed przesileniem, nim zaczęto mierzyć ludzi średnicami kuł.
Wszędzie wnikały kamery i nie było nawet miejsca,
żeby własna twarz, spotkanie. Jasne trajektorie pocisków (...) Nadajemy komunikat/
nadajemy wam imiona/ obłożnie chore litery/przejściowe
przerwy w transmisji/



Jadwiga Skowron

KULKA

Czasem z braku dotyku zasypia skóra.
Raz na kilka lat na języku wyrasta pypeć
nie wiadomo po co.
(Po to tylko, by dawać o sobie znać przez kilka dni,
a potem zniknąć.)
Są też różne gatunki samotności,
ale o tym wie każdy, kto kiedykolwiek
bujał się na wyobrażenie kołyski.

Puk, puk, pępku, jest tam kto?

A w środku głucha, nienarodzona cisza.
Pogładzić tę ciszę, przytulić,
utoczyć krwi
i ze skrzepu i głaskania ulepić kulkę,
która pozwoli uwierzyć,
że to najlepszy z wariantów.


IV TURNIEJ JEDNEGO WIERSZA „WIOSNA POETÓW”


Turniejowe prezentacje poezji tworzonej przez młodych mieszkańców Wrocławia i Dolnego Śląska stają się powoli specjalnością wrocławskiego oddziału SPP. 26 maja 2009 roku w Jazz Klubie Rura odbyła się IV edycja Turnieju Jednego Wiersza „Wiosna poetów”, zorganizowana przez Stowarzyszenie. W sali klubu przy Łaziennej 4 stawiło się kilkadziesiąt osób, z których 21 zdecydowało się na uczestnictwo w konkursie. Turniej prowadził Jacek Inglot. Przedstawione wiersze oceniało jury w składzie: Jerzy Bogdan Kos (przewodniczący), Andrzej Dzierżanowski, Ewa Sonnenberg. Po wysłuchaniu prezentacji startujących w turnieju autorów zdecydowano o przyznaniu następujących nagród:

I nagroda (500 zł) – Maciej Konarski, wiersz „Mięso”.
II nagroda (300 zł) – Konrad Góra, wiersz „Głód blasku”.
II nagroda (300 zł) – Maciej Taranek, wiersz „Atlas. Fauna i Flora.”
III nagroda (150 zł) – Mirosław Marcol, wiersz „Uzupełnienie”.

Przed turniejem odbył się specjalny 1017 Czwartek Literacki, którego gościem była poetka Ewa Sonnenberg. Spotkanie, zatytułowane „Dwa światy, jeden czas”, poprowadził Przemysław Witkowski. Poetka opowiadała o swojej drodze twórczej oraz czytała starsze i nowsze wiersze.
Zapraszamy do obejrzenia rejestracji WIDEO z konkursu oraz lektury nagrodzonych utworów.
Impreza odbyła się dzięki dotacji Gminy Wrocław.

Maciej Konarski

Mięso

Wiosna straciła impet
i młode żony przestały kusić zadbanymi ciałami.
Szkoda, bo chciałem się naćpać miłością,
szukaniem nierówności na skórze,
zaistnieć
w sklepie, w gąszczu neuroprzekaźników.
Plus cała ideologiczna otoczka, dzięki której łatwiej uwierzyć,
że serce to coś więcej niż kawał mięsa.

Dwa tygodnie na haju
i pół roku na głodzie
– na razie odroczone

Zamiast tego twarde krzesło i zakurzony ekran.
W końcu „Najzabawniejsze zwierzęta świata” można oglądać w telewizji
albo na ulicy.

Miękkie włókna nie ruszają się,
a czerwona bryła wolniej pompuje płyn.
Pomimo trzydziestu sześciu stopni
emocjonalna stała mięsa równa się minus jeden
choć śmieszna żółta kulka znów
wpełza na niebo.


Konrad Góra

Głód blasku

Wołaj świadkować, będzie wyznanie.
Mówiliśmy truchło bo gnano nas stadem.
Mówiliśmy piecza bo słów było nadto.
Szliśmy do Warszawy kłaść mydło pod język,
stanęliśmy murem i przepadł nam młyn, zniosła go
Odra w ujściu Widawy, i bura mąka na nasz chleb,
i gorzkie gody po fundamentach, o których warga
skanduje: dom. Stelażem schodów zstępuje
wiara, jej brudny welon czyni nam zmierzch.

Chłoniemy wilgoć. Drzazgi zapałek,
tyle zostało po wyjściu gości, których
dla chleba przyuczam do umierania. Ostatni
jeszcze w tępym elektro odsłania pierś i plami
spodnie. Szczęk po obręczy to klucz bez drzwi.
Szepcemy świtem, że chcemy już wyjść: śmiech
jest jak studnia z gardła cembrowin. Biorąc
ze słuchu, ten drugi to ja. Ciebie
też nie ma.


Maciej Taranek

Atlas. Fauna i Flora

Jak w rzece słowa, tam obmywałem lepki od żywicy język,
przekładany jak dziecko przez kolana, któremu właśnie
wymierza się karę. I bałem się miotających zewsząd błyskawic,
ich kaszlu, ugryzionej jabłonki, o której myślały że już jabłko
(na się nie będzie, mówiąc pestka słyszę pustka).
Gorzkie niech będzie barbarzyństwo wobec otwartych
przestrzeni umysłu, temu kto spoczął u stóp świata.
Mając na myśli olbrzyma dźwigającego na barkach mój dom,
sprężynę wolności skręconą jak skorupa ślimaka, nóż-język
w wodzie i siebie wśród wszystkiego: zataczam krąg,
ja jestem kłącze, ja jestem pęd, owijam się wokół, ssę.
Wyrastam na zewnątrz. Nikogo, niczego.


Mirosław Marcol

Uzupełnienie

Zdarzają się pudła, skrzynie, okienka,
noce, które kołyszą całymi miasteczkami.
Oszczędza światło, gaz i wodę.
Czeka na nerkę, wino, ogień.

To ta procesja, która za nim chodzi,
to ta litania, której się nie spieszy.
Środa na Śląsku, wielka to środa
musiała być, albo jakiś przerzut:

w kotłowni starego domu znalazł liście
odbite w kamieniu jak na dłoni.
Lasy chorują, chowają się pod ziemią,

a tam całe zaplecze obcej krainy, gdzie
szmer zapycha dziury. Dużo się modli,
gdy nic innego nie może włożyć do ust.



ARCHIWUM TURNIEJÓW


Copyright 2006 SPP Oddział we Wroclawiu Design & Code: Andrzej Goworski

Nakarm głodne dziecko - wejdź na stronę www.Pajacyk.pl  <Miejska Biblioteka Publiczna we Wrocławiu